Nie ma tu mowy o żadnej zmianie w Kościele. Odpowiedzialne rodzicielstwo to jest elementarz nauki już soborowej, nie mówiąc o Pawle VI. Absolutnie żadna zmiana

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl ks. biskup Stanisław Stefanek TChr, senior diecezji łomżyńskiej, wieloletni przewodniczący Rady Rodziny Episkopatu Polski, zzłonek Papieskiej Rady ds. Rodziny oraz współtwórca, wieloletni dyrektor i wykładowca Instytutu Studiów nad Rodziną w Łomiankach.

wPolityce.pl: Księże Biskupie, część środowisk katolickich skrytykowała papieża Franciszka za to, że stygmatyzuje rodziny wielodzietne i porównuje je do królików. Podczas konferencji prasowej, jaka odbyła się na pokładzie samolotu, którym Ojciec Święty wracał z Filipin, jeden z dziennikarzy wskazał na biedę Filipińczyków i zarzucił papieżowi, że jego pochwała wielodzietności ma opłakane skutki. Mówił, że wielodzietność powoduje ubożenie społeczeństwa, a wszystko przez to, że katolicy nie stosują środków antykoncepcyjnych. Franciszek odparł: „Bóg daje nam środki, by być odpowiedzialnymi. Niektórzy uważają, że - przepraszam za język - aby być dobrymi katolikami, musimy być jak króliki. Nie. Rodzicielstwo odpowiedzialne”. Nie oburza Księdza Biskupa to stwierdzenie?

Biskup Stanisław Stefanek TChr: Franciszek ma swój specyficzny język. Mówi obrazami zrozumiałymi dla współczesnego człowieka, ale bardzo łatwo te skrótowe wypowiedzi skierować w dowolną stronę – prawą lub lewą. Pytanie, jakie zostało postawione Ojcu Świętemu było podchwytliwe i pochodzi ze starego uproszczonego katalogu, według którego problemy demograficzne zniszczą cywilizację, ponieważ zbyt duża liczba ludzi zadepcze nam Ziemię. Stary maltuzjanizm i neomaltuzjanizm idzie tą logiką. Wydaje mi się, że papież Franciszek zbyt delikatnie podszedł do zadanego mu pytania…

Ale wskazał neomaltuzjanizm po imieniu. Przypomniał, że już papież Paweł VI ostrzegał przed tą niebezpieczną tendencją redukowania dzietności i kontrolowania ludności przez mocarstwa i dlatego uważa go za „proroka”.

I bardzo słusznie. Powinien jednak od razu przestawić regulator, by nie pójść śladem, który podpowiedział jego rozmówca. Powinien zapytać jakie jego zdaniem jest główne źródło biedy. Dziecko? Czy dynamika życia generuje biedę? Nie. Byłem na Filipinach trzy razy. Jest tam obecny ten typowy rozziew, który próbują teraz wprowadzić u nas - mała grupa jest właścicielem majątku większości. Nie jest to aż taka skala, jak w Ameryce Południowej, gdzie 5 proc. ludności było właścicielem 95 proc. własności, a 95 proc. ludności żyło z 5 proc. własności bogaczy. Współczesna ekonomia doprowadziła do tej nędzy. Proszę zobaczyć gdzie są slumsy. Nie dzieci są winne biedzie, lecz ekonomia – pazerna, dysponująca odpowiednimi mechanizmami nacisku. Dziecko jest czynnikiem ekonomicznie pozytywnym. Każdy kraj, który w sposób właściwy wykorzysta dynamikę demograficzną, bogaci się.

Papież podkreślił to, mówiąc że dziecko to skarb, ale postawił też akcent na odpowiedzialne rodzicielstwo. Czy można w tym upatrywać jakiejś zmiany w rozumieniu rodziny?

Oczywiście, że nie. Kościół jest przeciwny nieodpowiedzialnemu rodzeniu się. Odpowiedzialne rodzicielstwo to jest jedno z elementarnych przykazań każdej rodziny. Kościół troszczy się o to, by w sposób odpowiedzialny każda rodzina przyjmowała życie.

Odpowiedzialny, czyli jaki?

Odpowiedzialny to nie znaczy antykoncepcyjny, zamknięty na nowe życie. Chodzi tu o racjonalne wykorzystanie naturalnych warunków. Pierwsza sprawa to jest zdrowie matki. Druga to zgodna decyzja obojga małżonków. Mają rodzić w odniesieniu do Pana Boga, a nie na podstawie np. odruchów pożądania i niekontrolowanych w żaden sposób nieuświadomionych racji. Potem jest problem poziomu materialnego, a więc uwzględnienie możliwości, ale ta możliwość jest bardzo relatywna. Do życia potrzeba naprawdę niewiele. Stąd konieczna jest edukacja w kontekście skromności bytowej. Zresztą papież cały czas się po tych terenach porusza, mówi o życiu ubogim, o wyjściu do marginesu ekonomicznego. Mamy więc kilka czynników. Po pierwsze – osobista decyzja matki. Po drugie – wolna decyzja i minimum warunków. A po trzecie – żeby było możliwe minimum warunków – potrzebny jest solidaryzm społeczny w mikro i makro wymiarze. Mikro to rodzina – dziecko się nie rodzi tylko dla tych dwojga. Ono się rodzi dla rodu, dla rodziny, dla środowiska. Makro to kontekst środowiskowy. Stąd też cały system, cały ustrój powinien być prorodzinny, czyli powinny być mechanizmy wspierające. Bo jeśli mamy rodzinę, która może urodzić pięcioro i sześcioro, a w innym wypadku z racji osobistych nie, to ci, którzy nie mogą urodzić więcej, są zabezpieczeni i są zobowiązani dzielić się swoją własnością. Kto by dzisiaj takie gadanie, jak to moje przyjął?

Papież Franciszek na Filipinach bardzo mocno upominał się o prawa rodziny. Mocno skrytykował „kolonizację ideologiczną”, która wymusza na krajach biedniejszych, wymagających pomocy finansowej, przyjmowanie w pakiecie ideologii gender i liberalizacji prawa. Niestety, przebiło się tylko to jedno stwierdzenie o królikach, na które wielu się oburzyło…

Mam do Ojca Franciszka jedną podstawową pretensję, że zbyt łatwo wierzy mediom. Mógł się spodziewać, że to pytanie jest zasadzką, zwłaszcza w takim kontekście ekonomicznym, gdzie faktycznie jest potężna bieda…

Tym bardziej, że ma ona wyjątkowo okrutny charakter. Tuż przed wizytą papieża, policja zamknęła w aresztach aż 20 tysięcy dzieci ulicy, żeby „wyczyścić” miasto z żebraków.

W Rio de Janeiro czy w San Paulo szwadrony śmierci do takich dzieci strzelały. Nawet po takie barbarzyńskie rozwiązania sięgano. Chodziłem po ulicach Manilii, zaglądałem do tych namiocików. Siedzi tam po siedmioro dzieci, mają koszyk suszonych rybek, miskę ryżu i tak żyją. Gdyby wziąć ten maleńki wycinek, to ten rachunek ekonomiczny wychodzi dosyć prosto – mało dzieci, więcej grosza. W odrobinę szerszym kontekście to wygląda już zupełnie inaczej. Co się dzieje z Chińczykami, którzy zabijają swoje dzieci? Tylko czekać, aż ich gospodarka fiknie kozła, bo została sztucznie wydmuchana w górę. Nie biorą pod uwagę najważniejszej rzeczy – pierwszym elementem jest kapitał ludzki.

Wróćmy jeszcze do samej wypowiedzi papieża. Czy można z niej wysnuć niepokojący wniosek, że wprowadza zmianę w Kościele, że zaczyna przyzwalać na ograniczanie dzietności, zamykanie się na życie? Czy to nie jest jakieś puszczanie oka do liberałów, twierdzących, że odpowiedzialne rodzicielstwo to ograniczenie liczby dzieci na rzecz jakości życia?

Absolutnie nie. Nie ma tu mowy o żadnej zmianie w Kościele. Odpowiedzialne rodzicielstwo to jest elementarz nauki już soborowej, nie mówiąc o Pawle VI. Absolutnie żadna zmiana. Pojawiają się czasem zarzuty, że Kościół uczy „antykoncepcji katolickiej”, gdy przy pomocy pieczątek zmuszamy niemal narzeczonych, żeby nauczyli się odrobinkę odpowiedzialnego rodzicielstwa. Przecież umiejętność czytania siebie i właściwego usłużenia sobą życiu, to nie jest żadna antykoncepcja katolicka. Jak ktoś ma krzywą głowę, to z każdej nauki wyjdzie mu krzywa wiedza.

Gdzie jest więc granica pomiędzy odpowiedzialnym rodzicielstwem a otwartością na życie? Podczas tej konferencji prasowej pojawiła się liczba trójki dzieci. Powtarzano później, że Franciszek zaleca model 2+3.

To już jest dośpiewane przez interpretatorów. Ojciec Święty nie wyznaczył kwot ludnościowych. Owszem, eksperci mówią, że aby utrzymać dynamikę demograficzną, potrzeba minimum trójki dzieci w każdej rodzinie. Dwoje to za mało, bo ciągle wskaźnik demograficzny jest negatywny. W Polsce współczynnik wynosi nawet 1,3. Troje jako minimum. A co do odpowiedzialności? Duszpasterstwo rodzin mówi wyraźnie, że rodzice mają prawo do świadomego podejmowania współżycia, by świadomie przyjąć ewentualne dziecko. W „Humanae Vitae” nazywało się to nawet „regulacją poczęć”. Ale jesteśmy nastawieni na przyjęcie życia. Co zatem oznacza odpowiedzialne współżycie małżeńskie? Jest podejmowane wtedy, gdy małżonkowie chcą być razem – to jest absolutny warunek każdego współżycia. Akt małżeński ma również to dobro, które się nazywa budowaniem komunii osób - jednoczenie duchowe przez miłość, która ma wymiar fizyczny. Małżonkowie, świadomie z tego korzystając, są tak nastawieni na życie, że gdyby pojawiło się dziecko, nawet przez nich w danym momencie nie oczekiwane, z radością je przyjmą. Każde dziecko. Ale mają prawo regulować, czyli tak współżyć, by świadomie oczekiwać dziecka. Oczywiście musi być ku temu racja moralna, czyli poważny powód, dla którego rodzice korzystają  z takiego naturalnego daru, jakim jest okresowa niepłodność. Nie wygodnictwo, nie wyrachowanie, tylko racje, które w moralności chrześcijańskiej są uzasadnione. Odpowiedzialne rodzicielstwo, o którym mówi również bł. Paweł VI to jest rodzicielstwo wyboru.

Rozmawiała Marzena Nykiel

CZYTAJ TAKŻE: Czy papież Franciszek potępił wielodzietność? Kilka zdań uzupełnienia, zanim ulegniemy manipulacji

w: http://wpolityce.pl/kosciol/230548-bp-stefanek-o-burzy-wokol-slow-franciszka-odpowiedzialne-rodzicielstwo-to-jedno-z-elementarnych-przykazan-kazdej-rodziny-nasz-wywiad

 

 

 

neomaltuzjanizm,
demogr. koncepcje wyrosłe z teorii ludnościowej Th.R. Malthusa i maltuzjanizmu w końcu XIX i w XX w.
Do dysproporcji i niedostatków wynikających z nadmiernej rozrodczości oraz niedostatecznej urodzajności ziem i, co za tym idzie, niedostatecznej podaży żywności dodano nowe, których źródłem miały być: brak przestrzeni życiowej, kurczenie się zasobów surowców i wzrost zanieczyszczenia środowiska przyrodniczego; wskazano na więcej społecznych implikacji teorii ludnościowej Malthusa, a zwłaszcza zaproponowano środki ograniczania rozrodczości skuteczniejsze od wstrzemięźliwości moralnej regulację urodzeń. Rodowód neomaltuzjanizmu sięga dyskusji, jakie odbywały się jeszcze za życia Malthusa (N.W. Senior, J.S. Mill i inni), jednak jego rozkwit nastąpił dopiero w okresie międzywojennym w XX w. (K. Wicksell, W.S. Thompson, F. Notestein i inni), a zwłaszcza w pierwszych kilkunastu latach po II wojnie światowej. Było to związane z tzw. eksplozją ludnościową w krajach kolonialnych i wyzwalających się. Obawiano się wówczas, że „nadmierny” wzrost liczby ludności zagraża możliwości przetrwania nie tylko społeczności krajów rozwijających się, ale całej ludzkości, oraz udaremnia wysiłki podejmowane w tych krajach w celu wydostania się z tzw. zaklętego kręgu ubóstwa. W latach 60. w krajach Zachodu (zwłaszcza w USA) oraz na forum międzynarodowym (np. ONZ) lansowano tezę, że pomoc zagraniczna na cele rozwojowe, udzielana krajom rozwijającym się, powinna być w znacznej mierze przeznaczana na działania zmierzające do osłabienia dynamiki ludnościowej. W latach 70. idee neomaltuzjanizmu odżyły wskutek opublikowania I raportu dla Klubu Rzymskiego (Granice wzrostu 1972, wydanie polskie 1974) i związanej z jego wydaniem dyskusji, dotyczącej problemów globalnych i przyszłości świata.
Marek Okólski
 
 
 
 
 
 
 

Królik z dziennikarskiego kapelusza

Konrad Sawicki
 
Konrad Sawicki
 
 
 
 
20.01.2015
W katolickich kręgach zawrzało. A to za sprawą rzekomych wypowiedzi papieża o optymalnej liczbie dzieci dla katolików. Gdy dotarły do nas dokładne zapisy tego, co Franciszek powiedział, szybko okazało się, że fakty wyglądają zupełnie inaczej. Niestety wina za to zamieszanie spada na nas, dziennikarzy.

 

Nie będę przytaczał tego, co papież w samolocie z Filipin faktycznie powiedział, bo można to przeczytać w istniejących już szerszych opracowaniach. Chciałbym skupić się na mechanizmie, który doprowadził do tego kłopotliwego poruszenia.

 

Warto więc podkreślić, że konferencja prasowa rządzi się swoimi prawami. Przepytywany nie zna wcześniej pytań, więc nie jest do nich całkowicie przygotowany. Odpowiedzi są spontaniczne, a znając latynoski temperament oraz obrazowy sposób mówienia kard. Jorge Bergoglio, można się spodziewać, że będą one w niektórych momentach mniej lub bardziej chaotyczne. Wiemy o tym dobrze, bo przypadki złych interpretacji słów papieża przerabialiśmy już kilkakrotnie podczas tego pontyfikatu. Wniosek: należy zachować ostrożność w relacjonowaniu jego wypowiedzi oraz powściągliwość, gdy słyszymy niepełne relacje.

 

Tej ostrożności nie zachowali niestety dziennikarze lecący z Franciszkiem w samolocie. To od nich bowiem pochodziły pierwsze relacje z tego, co wydarzyło się podczas podniebnej konferencji prasowej. Wiadomości zamieszczane przez nich na Twitterze zaraz po wylądowaniu wielu wprowadziły w błąd. Mnie również. Opierając się na nich sam też posłałem zniekształconą wiadomość o wiadomych królikach. Ale pamiętając o poprzednich perypetiach napisałem, że papież "podobno" to powiedział.

 

Zasadnej w tym przypadku rezerwy nie wykazała jednak Polska Agencja Prasowa, która zamiast poczekać na solidniejsze relacje, przygotowała depeszę najprawdopodobniej opierając się na pierwszych wybiórczych głosach dziennikarzy z samolotu. Tak powstał zafałszowany przekaz, który powieliły redakcje wielu największych portali.

 

Co więcej owej rezerwy nie zachowali także niektórzy publicyści katoliccy i opierając się na PAP-owskim materiale, publicznie zaczęli krytykować biskupa Rzymu. Za wypowiedzi, których - jak dziś już wiemy - w ogóle nie było.

 

W obecnej sytuacji, gdy znamy już dokładny zapis konferencji prasowej, naturalnym wydaje się, by ci, którzy przyczynili się do całego zamieszania, postarali się o naprawę sytuacji. Ja swoją wiadomość twitterową sprostowałem. Niestety ani PAP, ani inne redakcje do tego się nie kwapią. Właściwie tylko media katolickie zdementowały nieścisłości w relacjach.

 

Niemniej warto też dodać, że pochopni katoliccy krytycy Franciszka także nie chcą wycofywać się ze swych oskarżeń. Próbują zrzucać winę na samego papieża, że powinien był precyzyjniej się wyrażać i że to jego sposób formułowania odpowiedzi prowokuje media do przeinaczeń. Tyle, że to przecież była spontaniczna konferencja prasowa. Czy papież ma obowiązek w każdym momencie wypowiadać się w formie przemyślanej i dopracowanej encykliki?

 

Dajmy Franciszkowi prawo do mówienia w sposób taki, jaki uważa za słuszny. To my raczej dostosujmy się do tej formy, czekając cierpliwie na rzetelne informacje prasowe i starannie odczytując intencje autora.

 w: http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,1896,krolik-z-dziennikarskiego-kapelusza.html